Nasz debiut na wystawie psów rasowych



Ostatnia sobota listopada była, zarówno dla mnie jak i Kardamona, dniem wyjątkowym. Po raz pierwszy uczestniczyłam w wystawie psów rasowych nie jako obserwator i szalony fotograf, ale jako wystawca. Pobudka bladym świtem w sobotni, mroźny poranek nie stanowiła problemu, bo tak oto materializowało się jedno z moich marzeń. Na wystawie pojawiliśmy się całą rodziną kilka minut po ósmej. Całe wydarzenie odbywało się na dwóch poziomach Nowodworskiego Ośrodku Sportu i Rekreacji. Chihuahuy zostały ulokowane na górze.

Drugi pies w domu




Odkąd rok temu zapadła decyzja o pojawieniu się w domu drugiego, tym razem małego, psa, dylematom nie było końca: jaka to ma być rasa, czy ma to być suczka czy pies, czy ma mieć krótką czy długą sierść, a może włosy, ale najważniejszy z nich dotyczył oczywiście akceptacji ze strony Ari. Odwiedzając wystawy psów rozmawiałam z hodowcami, dopytywałam się o pielęgnację, charakter, no i oczywiście chciałam znać ich opinię, na ile dana rasa jest otwarta na kontakty z labradorem. Wreszcie zdecydowaliśmy się na chihuahua, na dodatek długowłosego, który początkowo nie był brany w ogóle pod uwagę. Jednak wypowiedź jednego z hodowców: „A ileż to on traci sierści! Nie więcej niż z głowy goldena!”, przesądziła sprawę. 

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *