Pod jednym dachem z chihuahuą: część 2


Kardamon, jak zapewne każdy przedstawiciel tej rasy, jest najszczęśliwszy, jeśli znajduje się w centrum uwagi. Czasem mamy wrażenie, że jest to podstawą jego psiej egzystencji. Jeśli tylko poczuje, że jest w jego mniemaniu pomijany, zrobi wszystko, aby domownicy lub goście zauważyli jego obecność i obdarzyli atencją. Oczywiście nie dzieje się tak przez cały czas, bo nasz mały bohater dużą część dnia po prostu śpi, odpoczywa, a czasem bawi się sam. Z reguły ma to miejsce, gdy każdy jest zajęty swoimi sprawami. Kardamon akceptuje fakt, że też musi zająć się sobą, więc śpi. Wyjątkiem są poranki, kiedy po krótkiej wizycie w ogrodzie najwyraźniej uznaje, że należy mu się coś od życia i domaga się porannej dawki czułości.

Pod jednym dachem z chihuahua


Aż trudno uwierzyć, że nasz „duży pies obronny” jest już z nami od ponad roku. Kardamon wtargnął z impetem w nasze życie i w pewnym stopniu przerobił nas wszystkich, włączając w to naszą suczkę Ari, która z pełnego żywiołu łobuza, przeistoczyła się w odpowiedzialną starszą siostrę. A my? Cóż, najłatwiej opiszę to kilkoma słowami: więcej śmiechu, więcej czułości, więcej energii… słowem wszystkich pozytywnych emocji więcej. Piszę ten artykuł w sobotnie popołudnie, siedząc wygodnie na sofie, a obok mnie, z pyszczkiem przytulonym do moich ud, leży i drzemie Kardamon, od czasu do czasu sprawdza tylko, czy wszystko jest w porządku, tak jakby wiedział, że o nim piszę.

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *