Odkąd rok temu zapadła decyzja o
pojawieniu się w domu drugiego, tym razem małego, psa, dylematom nie było końca:
jaka to ma być rasa, czy ma to być suczka czy pies, czy ma mieć krótką czy
długą sierść, a może włosy, ale najważniejszy z nich dotyczył oczywiście
akceptacji ze strony Ari. Odwiedzając wystawy psów rozmawiałam z hodowcami,
dopytywałam się o pielęgnację, charakter, no i oczywiście chciałam znać ich
opinię, na ile dana rasa jest otwarta na kontakty z labradorem. Wreszcie
zdecydowaliśmy się na chihuahua, na dodatek długowłosego, który początkowo nie
był brany w ogóle pod uwagę. Jednak wypowiedź jednego z hodowców: „A ileż to on
traci sierści! Nie więcej niż z głowy goldena!”, przesądziła sprawę.